W życiu nie chodzi o to, aby być szczęśliwym

14 marca 2018

Przekonanie, że celem życia jest osiągnięcie szczęścia, stało się tak powszechne, że rzadko bywa podważane. Dokonując jednak takiego podważenia, można doszukać się pewnych niebezpieczeństw, w nieustannym zastanawianiu się nad pytaniem „jak być szczęśliwym?”. Jakie mogą to być niebezpieczeństwa? Co tracimy, kiedy nadmiernie koncentrujemy się na ciągłym podtrzymywaniu naszej szczęśliwości? Co innego mogłoby być celem i sensem ludzkiej egzystencji, jeżeli nie szczęście? Kolejny artykuł stara się być próbą udzielenia odpowiedzi na te właśnie pytania.
.

Niebezpieczeństwo szczęśliwości

Szczęście, które w tym przypadku mam na myśli, rozumiem jako stan wewnętrznego spokoju, pozbawionego wszelkich napięć. Rozumiem je jako stan, w którym dominują tylko przyjemne uczucia, a wszelkie pragnienia wydają się zaspokojone. Oczywiście należy zaznaczyć, że rozumienie szczęścia jest kwestią osobistą i indywidualną. Każdy człowiek może posiadać swoją własną definicję tego, jak być szczęśliwym. Wydaje się jednak, że powszechne rozumienie tego pojęcia, jest co najmniej zbliżone do przytoczonej przeze mnie definicji.

Co zatem jest niebezpiecznego w dążeniu do tak rozumianego szczęścia? Co może tracić człowiek, który za cel swojego życia stawia sobie, jak najczęstsze bycie szczęśliwym? Poszukując odpowiedzi na te pytania, warto zastanowić się, jakiego rodzaju doświadczenia najbardziej wzbogacają życie człowieka. Warto pomyśleć o ludziach, którzy wydają nam się wyjątkowo piękni, ale piękni w sensie duchowym.

Skąd bierze się taka „duchowa piękność”?

Raczej trudno doszukać się jej w hedonistycznym dążeniu do przyjemności. Równie trudno spotkać ją tam, gdzie nie został poznany smak porażki. Jeszcze trudniej znaleźć ją u tych, którzy nigdy nie poznali, czym jest prawdziwa strata i cierpienie. Ludzie piękni duchowo to osoby, które znalazły się w otchłani i odkryły drogę wyjścia.

Tego rodzaju doświadczenie sprawiło, że zyskali niezwykłą wrażliwość i głębokie rozumienie życia. Wydaje się, jakby ich istotę wypełniała naturalna troska i współczucie dla innych. Skąd ona się wzięła? Z trudu i bólu, jakiego doświadczyli.

Czy duchowe piękno może narodzić się w człowieku, który za główny cel obrał ciągłe podtrzymywanie szczęścia? Wydaje się, że taki człowiek będzie starał się omijać wszystko, co może być trudne i bolesne. Nawet jeżeli cierpienie będzie nieuniknione, objawi się przed nim i spojrzy głęboko w oczy, ten odwróci wzrok, udając, że nic się nie wydarzyło. Wybierze się na zakupy, obejrzy komedię romantyczną lub zrobi sobie kolejnego drinka. Będzie kontynuował projekt podtrzymywania szczęścia. Ochroni wewnętrzny spokój, kosztem wzbogacenia swojej istoty.
.

Widzenie i doświadczanie straty

Czy chodzi zatem o to, aby wystawiać siebie na ciągły ból i cierpienie? W żadnym przypadku. Jedyne sensowne cierpienie, to cierpienie, które jest nieuniknione. Jest to jednak rodzaj cierpienia, będący nieodłącznym elementem ludzkiej egzystencji. Odwracając się od niego, człowiek odwraca się od życia. Nie doświadcza prawdziwej pełni swojej egzystencji, lecz skrywa swoją istotą w niewielkim wycinku rzeczywistości. Skrywa, gdyż doświadczanie pełni, to również widzenie i doświadczanie straty.

W każdym doświadczeniu człowieka można doszukać się jakiegoś rodzaju straty i zysku. W każdym występuje wartość dodatnia i ujemna. Strata boli i wywołuje cierpienie, ale następnie może być źródłem głębokiej wdzięczności.

Doświadczanie pełni to widzenie i przeżywanie strat, które są obecne na każdym etapie rozwoju.

Młody człowiek, wychodząc z rodzinnego domu i rozpoczynając życie zawodowe, traci finansowe wsparcie od rodziców. Razem z tym wsparciem, traci całe związane z nim poczucie bezpieczeństwa. Doświadcza niepewności i niepokoju, ale jednocześnie zyskuje większą wolność i niezależność. Ekscytacja miesza się zatem z poczuciem zagubienia i trudno, aby mogło być inaczej.

Kiedy człowiek decyduje się na ślub, traci możliwość wejścia w taką relację z wszystkimi innymi osobami. Decydując się na trwanie w małżeństwie, nigdy nie dowie się, jakby to było być z kimś innym. Może to wywoływać różne emocje. Jednak zyskiem w tej decyzji jest możliwość stworzenia niezwykle bliskiej i uzdrawiającej relacji miłosnej.

Kiedy zdecyduje się na posiadanie potomstwa, również doświadczy ogromnej ilości strat – czasowych i finansowych. Trudno, aby po narodzinach dziecka, był tylko i wyłącznie szczęśliwy. Być może jednak dostrzeże, że tą samą decyzją zyskał jeszcze głębsze poczucie sensu swojego życia. Być może dostrzeże, że jego życie zyskało nową wartość (Zobacz: Jak podnieść poczucie własnej wartości?)
.

Przerażająca blokada

Co jednak może się stać, gdy człowiek nie chce, lub nie potrafi, widzieć strat? Wydaje się wtedy, jakby straty, pozostawione w sferze nieświadomości, zaczynały domagać się uwagi. Przejawiają się w snach lub dochodzą do głosu po wypiciu alkoholu.

Często też przypominają o sobie w środku nocy, gdy człowiek niespodziewanie się budzi i ogarnia go dziwny niepokój. Chce, żeby było tak jak dawniej, i choć pozornie nic się nie zmieniło, nie jest to możliwe. Życie zadało mu nowe pytania, a on udziela starych odpowiedzi.

Dążenie do podtrzymywania jakiegokolwiek, sztywno określonego zestawu uczuć i emocji, jest niezgodne z płynną naturą życia.

Dla wielu osób „szczęście” jest takim właśnie sztywnym samopoczuciem. Sztywność to udzielanie tych samych odpowiedzi, mimo zmieniających się warunków. To trzymanie się wcześniejszych etapów rozwoju, mimo naturalnej tendencji do psychicznego wzrostu.

Jeżeli brak zasobów, aby udzielić nowych odpowiedzi, dochodzi do przerażającej blokady. Dawny sposób na szczęście nie daje już poczucia spokoju i spełnienia. Niestety zawężona perspektywa nie pozwala na stworzenie nowego.

Dochodzi do stanu psychicznego zawieszenia, który charakteryzuje się poczuciem lęku, chaosu i niezrozumienia siebie samego. Im silniejsza była potrzeba podtrzymywania konkretnie określonego szczęścia, tym trudniej poradzić sobie ze stanem zawieszenia.
.

Być szczęśliwym czy prawdziwym?

Tym, co może przynieść ulgę, jest zmiana celu życia. Jest dokonanie refleksji, że być może tym celem nie jest wcale dążenie do szczęścia. Jest zaryzykowanie stwierdzenia, że być może nie trzeba być szczęśliwym, żeby odczuwać swoje życie jako sensowne i wartościowe.

Ulgę może przynieść wewnętrzna zgoda na doświadczanie prawdziwej pełni. Na doświadczanie jej, nawet jeżeli dzieje się to kosztem szczęścia i spokoju.

Pełnia to rosnące zaufanie do własnego organizmu. To porzucenie sztywno określonego zestawu uczuć i emocji. To otwarcie się na doświadczanie tego, co niesie ze sobą chwila obecna. Bez oceniania i nadmiernego analizowania. Prawdziwa pełnia jest byciem przy sobie, szczególnie wtedy, gdy świat wydaje się wyjątkowo chaotyczny i skomplikowany (Zobacz: O terapii skoncentrowanej na osobie).

Doświadczanie pełni nie gwarantuje jednak trwałego szczęścia i spokoju. Nie wskazuje co robić, aby być szczęśliwym. Niesie jednak w sobie naukę głębszego rozumienia życia. Naukę, którą każdy może odkryć jedynie samodzielnie. Życia, które zawsze jest jedyne i niepowtarzalne.

Autor: Jakub Mikołajczak

Jedna myśl na temat “W życiu nie chodzi o to, aby być szczęśliwym”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *