Nie wiem kim jestem? – o procesie zbliżania się do prawdziwego siebie

21 lipca 2017

Proces zbliżania się do prawdziwego siebie, spójnego z tym, kim naprawdę jesteśmy i co czujemy, jest procesem niezwykle złożonym i zawsze osobistym. Niemożliwe więc wydaje się wskazanie konkretnych etapów, których miałby doświadczać w trakcie tego procesu każdy człowiek. Mam jednak poczucie, że są pewne elementy tego procesu, które wydają się być wspólne dla większości osób. Dzięki nim, nawet jeśli nie wiem kim jestem, mogę lepiej siebie zrozumieć.

Na czym opieram to poczucie? Nie tylko na osobistych przeżyciach, ale przede wszystkim na doświadczeniach, o których opowiadają moi klienci. Opieram je również na licznej analizie przypadków, opisywanych w publikacjach terapeutycznych. Mam nadzieję, że być może podzielenie się własną refleksją, na temat tych wspólnych elementów psychicznego dojrzewania, okaże się dla niektórych czytelników przydatne. Być może ułatwi lepsze rozumienie siebie. Zapraszam do lektury.
.

Uwikłanie w niekończący się proces…

W moim odczuciu osoba, która postanawia udać się w podróż odkrywania prawdziwego siebie, automatycznie decyduje się na bycie uwikłaną w niekończący się proces. Poddając w wątpliwość to, kim była do tej pory, decyduje się porzucić wyuczoną sztywność i schematyczność. Zamiast tego, zaczyna coraz ufniej podążać za tym, co spontanicznie się w niej pojawia. Wydaje się więc, że człowiek, dokonując refleksji typu „nie wiem kim jestem”, paradoksalnie zbliża się do tego, kim jest. Być może pierwszym krokiem do zmiany, jest właśnie poczucie wątpliwości.

Oczywiście zanim dojdzie do tego typu refleksji i doświadczeń, wydaje się, że wcześniej musi zazwyczaj nastąpić trudny etap lęku przed tym, co własne.

nie wiem kim jestem

Co się jednak może stać, jeżeli ta blokada zacznie się, zazwyczaj powoli i stopniowo, rozpuszczać?

Z mojego doświadczenia wynika, że otwarcie się na doświadczanie samego siebie, powoduje większą otwartość i wrażliwość wobec świata. Kiedy zaczynamy dopuszczać do nas wszystko, co się w nas dzieje i pozwalamy sobie głębiej to odczuwać, możemy też pełniej odczuwać to, co dzieje się w świecie. Być może bardziej niż wcześniej porusza nas piękno przyrody. Być może inaczej reagujemy wewnętrznie na widok cierpiących zwierząt. Może ta sama książka lub wiersz trafia do nas bardziej i głębiej.
.

Relacje z innymi ludźmi

Otwartość na świat jest również źródłem wiary w zdolność budowania szczerych, autentycznych i bliskich relacji z innymi ludźmi. Relacji, w których nie trzeba zastanawiać się co powiedzieć, czy w jaki sposób to powiedzieć. Relacji, w których nie trzeba nieustanie analizować siebie i oceniać, co można czuć, a na co nie można sobie pozwolić przy danej osobie. Relacji, w których jest przyjemnie tylko dlatego, że można w nich być tym, kim naprawdę się jest.

Wcześniejsza sztywność i trzymanie się wielu „powinienem” oraz „muszę”, zostaje zastąpiona zgodą na płynne i spontaniczne przeżywanie siebie i drugiego człowieka.

Pełniejsze odczuwanie siebie wyzwala również unikalną, a dzięki temu bardziej twórczą osobowość. To, co tworzone, wydaje się bardziej unikalne, gdyż pochodzi z absolutnie niepowtarzalnej i jedynej w swoim rodzaju osobowości człowieka. Przestaje być kopiowaniem lub próbą przypodobania się innym, gdyż zamiast tego koncentruje się na szczerym i autentycznym wyrażaniu siebie. Twórczość daje poczucie głębokiej satysfakcji, które przestaje być uzależnione tylko od zewnętrznej oceny.

Taka twórczość może czasami nawet wykraczać poza kulturę, w której dana osoba funkcjonuje. Co za tym idzie, może spotkać się z niezrozumieniem przez większą część społeczeństwa.

Wynika to z tego, że osoba, zbliżająca się do prawdziwego siebie, w wielu kwestiach przestaje być konformistą. Dlatego  też może czasami wydawać się niedostosowana do kultury, w której przyszło jej żyć.

To z kolei może powodować, że w niektórych sytuacjach taka osoba będzie czuła się nieszczęśliwa. Może mieć poczucie samotności, niedopasowania, niezrozumienia przez innych. Nawet rodzina i bliskie jej osoby mogą mieć dużą trudność, w wykazaniu akceptacji i zrozumienia dla jej „nowej wersji siebie”. Nowej wersji, gdyż opartej na osobistych sensach i osobistych wartościach.
.

Szczęście w nieszczęściu

Jeżeli jednak doszło już, do chociaż częściowego zbliżenia się do tego, co własne, to przyjemność i ciekawość z odkrywania siebie, jest tak silna, że porzucenie tej podróży na rzecz zadowolenia innych, wydaje się opcją nie braną już w ogóle pod uwagę. Można więc powiedzieć, że taka osoba odczuwa „szczęście bycia sobą” w „nieszczęściu niezrozumienia przez innych”. Może być smutna, a jednocześnie szczęśliwa i zadowolona z siebie. Może cierpieć z powodu zachowania i słów innych, a jednocześnie odczuwać przyjemność z bycia blisko prawdziwej siebie. (Zobacz: Jak polubić siebie?).

Nieprzyjemne emocje nie prowadzą więc do bezwzględnego odwrócenia się od bliskich i całego społeczeństwa.

Oczywiście może dojść do zerwania kontaktu z konkretną osobą, która nie potrafi zaakceptować, że każdy ma prawo być tym, kim jest i czuć to, co czuję. Taka decyzja nie zaburza jednak znacząco pozostałych bliskich relacji, a jej podjęciu towarzyszy poczucie wewnętrznej zgody i spójności.

Mimo zatem doświadczania nieprzyjemnych emocji, taka osoba dąży do tego, aby z kulturą i społeczeństwem, w którym żyje, budować zdrową dla niej harmonię. Pielęgnuje swoją otwartość na świat i innych ludzi, ale jednocześnie jest blisko siebie, dbając o swoje osobiste potrzeby.
.

Nie wiem kim jestem, ale nie muszę już wiedzieć

Dzięki otwarciu się na wszystkie uczucia i emocje, taka osoba zaczyna coraz bardziej uświadamiać sobie, że życie nie polega na dążeniu do osiągnięcia statycznej wersji samego siebie. Zaczyna uświadamiać sobie, że autentyczne bycie w świecie i poznawanie siebie, jest nieustannym procesem, który nigdy nie będzie miał końca. Przestaje myśleć o sobie, jak o zbiorze konkretnych cech charakteru, więc ma zgodę na odczuwanie zmiennych i często sprzecznych ze sobą emocji.

Nie myśli już tak często: nie wiem kim jestem, gdyż każdego dnia i w każdej chwili odkrywa siebie na nowo. Nie czeka już z utęsknieniem na dzień, w którym te wszystkie trudne emocje całkowicie znikną z jej życia. Zamiast tego czerpie głęboką satysfakcję z bycia blisko tego, co w niej prawdziwe. Zauważa, że może odczuwać szczęście w cierpieniu oraz że poczucie szczęścia jest nierozerwalnie związane z wysiłkiem, jakiego życie stale wymaga.

Kończąc ten artykuł chcę podkreślić, iż zdaje sobie sprawę, że jest on znaczącym uogólnieniem. Proces ten jest dużo bardziej skomplikowany i może wiązać się z całym szeregiem różnorodnych trudności. Moim celem było raczej wskazanie, jakie reakcje czy zachowania otoczenia, mogą być sygnałem o zbliżaniu się do tego, co w nas prawdziwe.

Mam poczucie, że być może wskazałem to w odrobinę chaotyczny sposób. Z drugiej jednak strony myślę, że proces poszukiwania siebie, przynajmniej na samym początku, wydaje się procesem zawsze przebiegającym chaotycznie. Czy byłoby więc możliwe uporządkowanie czegoś, co w swej naturze jest nieuporządkowane?. (Zobacz: O chaotycznym rozwoju psychicznym)

Autor: Jakub Mikołajczak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *